i rozwiązania do marketingu Online.
Wybrało nas ponad 4000 firm. więcej >
| Usługi dla firm |
|---|
| Narzędzia i aplikacje |
|---|
| SEO - wybrane metody wysokiego ryzyka |
|
Google nie rychliwie, ale sprawiedliwe, chciałoby się sparafrazować słynne powiedzenie. Z tą sprawiedliwością nie jest może idealnie, ale trzeba przyznać, że algorytm wyszukiwania zmienia się nieustannie – zabawa w kotka i myszkę pomiędzy G a specjalistami od pozycjonowania wciąż trwa i nic nie wskazuje na to, żeby miało się to w najbliższym czasie zmienić. Przyjrzyjmy się czego unikać aby ominął nas srogi gniew wyszukiwarki. Zacznijmy od rzeczy dość oczywistych, choć co ciekawe, nadal spotykanych, takich jak upychanie słów kluczowych na stronie. Technika ta, zwłaszcza w połączeniu z ukrywaniem tekstu w np. niewidocznym divie lub ustawianiem koloru czcionki tekstu takim jak kolor tła była szczególnie popularna parę lat temu. Oczywiście Google radzi sobie już z takimi prostymi (prostackimi?) metodami pseudo-SEO więc należy o nich zapomnieć. Kolejną techniką jest spamowanie słowami kluczowymi w meta tagach. Pomijając fakt, że np. Description i keywords ma nikłe znaczenie dla Google, to bezmyślnym upychaniem słów kluczowych w „title” można wyrządzić stronie krzywdę. Wstawienia na stronę linków wielkości 1 pixela, które są niewidoczne jedynie dla „Googlebota” – klasyka, o której również powinniśmy zapomnieć jak o kasetach magnetofonowych. Kolejną techniką, którą należy się wystrzegać jest tworzenie bezwartościowych zaplecz, które bardzo często zawierają treści skopiowane z innych stron. Sprawę można pogorszyć linkując takie strony między sobą np. w tzw „koło” czyli A -> B, B -> C, C - > A. Generalnie tworzenie zaplecz dla strony pozycjonowanej jest bardzo kontrowersyjnym tematem, który zostanie poruszony w osobnym wpisie. Bardzo popularne stały się również ostatnio automaty umożliwiające masowe komentowanie for, blogów. Używanie takich narzędzi, szczególnie w sposób bezmyślny może bardzo szybko sprowokować Google do wymierzenia kary takiej jak wyrzucenie z indeksu, czy wymuszenie spadku pozycji (tzw. filtr). Innym zagrożeniem, o którym bardzo często zapominają pozycjonerzy jest wpadnięcie w filtr aplikacji antyspamowej „Akisment”, co w przyszłości zaowocuje tym, że nawet bardzo wartościowy komentarz z dodanym linkiem będzie lądował w folderze SPAM. Zastanówcie się czy Wasz klient chciałby dołączyć do takiej blacklisty? To jedynie mała garść metod, których wykorzystanie może skończyć się co najmniej stratą czasu na nie efektywne działania, a w najgorszym razie wspomnianym wyrzuceniem z wyszukiwarki. Pozycjonowanie jest sztuką kompromisu, pomiędzy ryzykownymi, kuszącymi krótkotrwałymi efektami technikami, a bezpiecznymi dla strony klienta, choć wymagającymi czasu i zaangażowania metodami powodującymi większą widoczność w Google. |
| Google vs. Bing |
|
Microsoft oraz Google to konkurenci wagi super ciężkiej, którzy coraz częściej „depczą sobie po palcach”. Ich rywalizacja objawia się praktycznie na każdej płaszczyźnie cyfrowego świata. Mamy przeglądarkę IE oraz Chrome, jest pewny siebie Windows oraz wciąż świeży, będący w powijakach projekt Chrome OS, w przypadku urządzeń przenośnych rywalizują systemy Windows Mobile oraz Android. Przykładów takich można wymieniać bez końca, jednak obecnie głośny stał się spór dotyczący wyszukiwarek internetowych obu firm. Hegemoniczna pozycja Google wydaje się tak mocno ugruntowana w świecie SERP’ów, że wydaje się niemożliwe zrzucenie go z piedestału. Jeżeli jednak ktokolwiek mógłby to zrobić z obecnych „wielkich graczy” to oczywiście Microsoft. Wydaję się jednak, że pracownicy odpowiedzialni za „innowacyjny” algorytm Binga dali za wygraną, gdyż pojawiły się uzasadnione oskarżenia iż wyszukiwarka giganta z Redmond podbiera lub przynajmniej posiłkuje się wynikami Google. Jak można się domyśleć, nie trudno sprawdzić czy rzeczywiście oskarżenia mają rzeczywiste podstawy. Kiedy pojawiły się pierwsze sygnały wskazujące na Binga, Google przeprowadził bardzo prosty test. Zorganizował grupę ludzi, którzy wpisywali w ich wyszukiwarce ustalony ciąg losowych znaków. Ostatecznie, po pewnym czasie te sztucznie wygenerowane wyniki pojawiły się również w Bing… Dowód wydaje się niepodważalny. Microsoft wydaje się bagatelizować sprawę, przyjął taktykę „nie zauważania problemu”. Google natomiast trzyma się swoich ustaleń i drąży sprawę. Trudno się dziwić, wypracowywany przez lata, nieustannie dopieszczany algorytm wg którego obliczane są wyniki w Google jest być może najcenniejszym skarbem firmy z Mountain Valley – w związku z czym nie ma wątpliwości, że sprawa będzie miała ciąg dalszy… |



