i rozwiązania do marketingu Online.
Wybrało nas ponad 4000 firm. więcej >
| Usługi dla firm |
|---|
| Narzędzia i aplikacje |
|---|
| Czarny kapelusz pozycjonera |
|
W branży SEO od zawsze istniał podział technik na te zalecane oficjalne przez Google i inne wyszukiwarki oraz na metody „nieoficjalne”, mające swój początek w naturalnych skłonnościach ludzi do obchodzenia zasad w imię korzyści, zysku. W świecie SEO przyjęła się już nawet terminologia, określająca techniki zabronione przez wyszukiwarki jako „Black hat SEO”, a ich przeciwieństwo jako „White Hat SEO”. Co można zaliczyć do technik dozwolonych, legitymujących się „białym kapeluszem”? Przede wszystkim dobrą optymalizację strony, stosowanie się do całego szeregu porad zawartych choćby w oficjalnym poradniku Google dla webmasterów. Odpowiednia konstrukcja i struktura adresów, poprawne wypełnienie metatagów, opis grafik oraz oczywiście treść, która jest „królem” (content is king!) oraz wiele innych sprawdzonych technik. W przypadku zdobywania linków to “oficjalnie” powinniśmy ograniczyć się do katalogów takich jak DMOZ oraz do wymiany linków ze stronami podobnymi do naszych pod względem tematyki. Reszta powinna dziać się w sposób samoczynny, czyli linki do naszej witryny miałby się pojawiać dlatego, że jest po prostu ciekawa. Tyle jeśli chodzi o utopię, praktyka jest oczywiście często inna. Pozycjonerzy spod znaku „czarnego kapelusza” również optymalizują stronę, jednak wykorzystują techniki takie jak ukrywanie treści, spamowanie słowami kluczowymi, tworzenie różnych wersji stron dla ludzi i Googlebotów. Ponadto rozsyłają za pomocą aplikacji do spamowania automatycznie generowane komentarze, posty z hiperłączem, których ilość może iść w setkach tysięcy… Pozycjonerzy stosujący techniki zabronione przez Google bardzo wiele ryzykują, ponieważ niezwykle łatwo uzyskać efekt odwrotny do zamierzonego. Strona, która była pozycjonowana za pomocą metod „Black Hat” może zostać całkowicie usunięta z indeksu Google co np. w Polsce, gdzie Google ma 95 % rynku jest równoznaczne z jej „śmiercią internetową”, końcem ruchu generowanego z wyszukiwarki. Inną karą może być tzw. „filtr” czyli wyrzucenie strony z indeksu Google na konkretne zapytanie. Przyznanie kary przez Google, nie jest wcale rzadkością, każdy kto śledzi fora poświęcone pozycjonowaniu czytał setki tematów zakładanych przez lekkomyślnych pseudo specjalistów, których Google ukarało za manipulacje. Dlatego też apeluję do wszystkich szukających specjalisty lub firmy SEO, aby sugerowali się przede wszystkim renomą, a dopiero w dalszej kolejności ceną. |
| Niestrudzeni mali robotnicy Google |
|
Zastanawiające, jak Google jest w stanie ogarnąć całą globalną sieć Internetową, w jaki sposób monitoruje strony nie dość już istniejące, ale i te nowo powstałe. Co więcej, ten internetowy potentat potrafi porównywać terabajty treści zawarte na stronach www, tworzyć ich ranking a nawet cyklicznie zapisywać ich starsze wersje na swoich serwerach, a to tylko część z jego “sztuczek”. Biorąc pod uwagę szacunkową ilość wszystkich witryn internetowych wynoszącą ponad 200mln zadanie przed jakim stanęło Google wydaje się niewykonalne, wymagające nadludzkich mocy – i tak jest w istocie. Do agregacji wszystkich danych oddelegowane zostały tak zwane Googleboty, czyli wirtualne roboty występujące również pod takimi nazwami jak „spider”, „crawler” czy „agent”. Te cyfrowe byty występujące w setkach tysięcy czy wręcz milionach kopii przeczesują globalną sieć „przeskakując” niejako ze strony na stronę. Kiedy „spider” wchodzi na stronę bada jej kod źrodłowy, grafikę (również w formie kodu), dostępne obrazki/zdjęcia (oczywiście nie czyta ich, a jedynie kataloguje, dlatego tak ważny jest atrybut „alt”), sprawdza dostępną na stronie treść porównując czy nie jest duplikatem. Googlebot zaczyna następnie sprawdzać hiperłącza na witrynie, zwraca uwagę na to gdzie prowadzą, jaki jest ich anchor oraz czy „jest otoczony tekstem” – po wszystkim za pomocą dostępnych linków zewnętrznych przechodzi do kolejnej witryny i tak niestrudzenie skanuje każdą najmniejszą podstronę wpiętą do globalnej sieci. Próba wyobrażenia sobie jak sprawnych serwerów potrzeba, aby taka ilość danych mogła być nieustannie gromadzona, archiwizowania, porównywana ze sobą nawzajem miliony razy na sekundę udowadnia jakim poziomem wręcz geniuszu musi wykazać się firma, która jest w stanie sobie z tym poradzić. Ważną kwestią z punktu widzenia SEO i SEM jest fakt, że aby strona została odwiedzona przez Googlebota ten musi się oczywiście skądś o niej dowiedzieć. Zgodnie z intuicją można by przypuszczać, że najlepiej zgłosić stronę w odpowiednim dziale Google, co jak się okazuje nie jest wcale rozwiązaniem optymalnym. Znacznie szybszą metodą jest wydawałoby się prozaiczne umieszczenie linka do nowej witryny na często odwiedzanych przez boty stronach np. na dobrych forach czy katalogach. |



